Zwykli, dzielni ludzie, którzy nie zawiedli, gdy trzeba było budować NSZZ „Solidarność”, a po wprowadzeniu stanu wojennego go bronić, wspominają organizowanie strajków i protestów, tworzenie konspiracyjnych struktur Związku, wydawanie i kolportaż podziemnych wydawnictw, wspieranie uwięzionych oraz ich rodzin.

 

Leszek Jaranowski

Wojciech Marchewczyk

Fragmenty pracy magisterskiej napisanaj przez Renatę Wójcik pod kierunkiem dr hab. Janiny Kostkiewicz prof. UJ, obronione w Instytucie pedagogiki UJ 7.07.2010r.W pracy magisterskiej wykorzystano relacje świadków wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.


I Fragmenty źródeł archiwalnych:

13 XII 1981 roku komunistyczny reżym podjął kolejną, niespotykaną dotąd próbę pozbawienia narodu wszelkich praw, zawieszając działalność Solidarności i innych organizacji społecznych, zamykając do więzienia ludzi pełniących kierownicze funkcje w tych organizacjach, próbując w ten sposób zniszczyć niezależne inicjatywy polityczne, społeczne, gospodarcze i kulturalne.  Od nas zależy, czy te desperackie usiłowania władz odniosą zamierzony efekt, którym ma być pozbawienie społeczeństwa gwarantujących demokrację struktur.

NZS nie przyjmuje do wiadomości arbitralnej i bezprawnej decyzji władz.

NZS działa nadal, realizując swe programowe i statutowe zadania. Apelujemy do Was o podejmowanie takich działań, które byłyby kontynuacją działalności NZS, a jednocześnie będących świadectwem oporu jaki potrzebny jest, by wkrótce nastąpił powrót do posierpniowych idei reprezentowanych przez Ruch Solidarności skupiający cały naród. Jednocześnie pamiętajcie, że sile można przeciwstawić rozum. Dbajcie o wolną, niezależną myśl na naszych uczelniach. Kładźcie nacisk na kształtowanie umysłów waszych młodszych kolegów w szkołach. Zachowujcie i kultywujcie piękną ideę Solidarności narodowej Polaków. Działajcie rozsądnie i rozważnie, gdyż tylko takie działanie może przynieść zamierzony efekt. Jeszcze Polska nie zginęła. [1]

KKW NZS

 

Skończył się kolejny 1981 rok. Po raz któryś z rzędu została ośmieszona nasza wiara w możliwość godnego życia w systemie totalitarnym. Jakże tragicznie zamyka się koło polskiej historii. Znowu grudzień, znów słychać strzały na ulicach, śnieg miesza się z krwią, hymn narodowy z krzykiem bitych. Studenci, intelektualiści, robotnicy solidarnie stanęli naprzeciw czołgom, karabinom, pałkom. Jakże groźny musi być ten bezbronny tłum, jeżeli nie wahasz się strzelać do Niego, generale? Jakże niebezpieczne muszą być jego racje moralne, jeżeli nie można ich stłumić, nawet w obozach koncentracyjnych i więzieniach? Cóż to za państwo reprezentujesz generale, które się boi polskiego narodu? Pragniesz byśmy poczuli się więźniami we własnych domach.  Byśmy się bali spojrzeć sobie w twarz. Otóż oświadczamy ci generale: Nigdy nie złamiesz w nas pragnienia wolności, poszanowania praw ludzkiej godności. Jesteśmy wolnym narodem i choć pod okupacją wolnym pozostaniemy. W całej Polsce trwa akcja protestacyjna. Więzieni, bici i znieważani są nasi koledzy, profesorowie, pisarze, działacze związkowi. Będziemy walczyć o ich uwolnienie aż do całkowitego zwycięstwa. Będziemy kontynuować naukę na tajnych kompletach i brać udział we wszystkich akcjach przeciw bezprawiu i przemocy, jaka zapanowała w Polsce. Jedyną nasza bronią są racje moralne.

Nie wahaj się, generale – strzelaj!

Redakcja[2]

 

13 grudnia minie trzy lata od wprowadzenia stanu wojennego przez reżim Jaruzelskiego. Już możemy powiedzieć iż ten bratobójczy zamach mający na celu pacyfikację społeczeństwa nie powiódł się. W narodzie nadal żywe są ideały sierpnia, walki o wolność i demokrację. Niech te zbliżające się dni grudniowe umocnią między nami więź solidarności, tej solidarności za którą złożył najwyższą ofiarę Ks. Jerzy Popiełuszko. Niech Jego męczeńska śmierć zjednoczy nas wszystkich do walki o cel nadrzędny – o wolność naszej Ojczyzny![3]

 ***

II Fragmenty wywiadów ówczesnych członków NZS UJ, udzielonych na potrzeby pracy magisterskiej Wychowanie patriotyczne w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie w latach 1980 – 1989r. Praca napisana przez Renatę Wójcik pod kierunkiem dr hab. Janiny Kostkiewicz prof. UJ, obroniona w Instytucie pedagogiki UJ 7.07.2010r.

 

Wiedziałem, że otaczająca rzeczywistość reżimu komunistycznego jest nienormalna, bolało, że nie żyjemy w suwerennym państwie. Można powiedzieć, że te myśli leżały głęboko u podstaw powstania Klubu Myśli Patriotycznej Jagiellonia, grupy dyskusyjnej, w której podejmowalibyśmy rozmowy na tematy związane z historią Polski, niepodległości, demokracji. Zależało nam na kultywowaniu tradycji narodowych, ciągłości historycznej. Spotykaliśmy się co tydzień w piwnicy Klubu pod Jaszczurami. Oczywiście tylko do 13 grudnia 1981, bo po wprowadzeniu stanu wojennego Klub zakończył działalność.  Pamiętam jak w nocy, kiedy mnie internowano, miałem ukrytą w mieszkaniu całą torbę książek o Mochnackim. Wyprowadzili mnie w nocy, miałem na sobie piżamę okrytą płaszczem, w areszcie spotkałem swoich kolegów w podobnych strojach.

Jarosław Zadencki

 ***

 

My byliśmy wolni wewnętrznie. W moim przypadku taką sferą była poezja. Pisze się z bólu. Wiersze pełniły funkcję terapeutyczną, negacji świata, w którym żyliśmy. Czułem ciągłą niepewność jutra. Zwłaszcza przed wybuchem stanu wojennego, czułem, że coś może się zdarzyć…Zastanawiałem się też, gdzie jest granica tej wolności, którą tworzyliśmy. To była gorączka, napięcie. Nie prowadziliśmy teoretycznych analiz, co mamy robić, dokąd iść.  Poszerzanie sfery wolności przez kulturę, wolną myśl miało większy sens niż atakowanie wprost.

Krzysztof Dawidowicz

***

Jesienią 1980 roku zaczęliśmy tworzyć czasopismo społeczno- kulturalne „Bez Tytułu”. Pamiętam, że spędzaliśmy dziesiątki godzin dyskutując nad każdą literką. Drukarnie nie zezwalały na druk bez debitu komunikacyjnego, lekceważyliśmy ten zakaz. Oprócz tego zacząłem tworzyć oficynę NZS UJ Jagiellonia. Udało mi się stworzyć potencjalne możliwości działalności wydawnictwa. Brakowało mi tylko pieniędzy i książek. Chodziłem i rozmawiałem z ludźmi, o tym, że chciałbym wydawać książki i przekonywałem, że mogę to robić. Wszystkim wydawało się to nierealnym pomysłem. Jarek Zadencki pożyczył pieniądze od swojego ojca. I tak zacząłem działalność wydawniczą. (…) W 1981 roku wydawało się niektórym, że wszystko wolno, ja jednak byłem zakonspirowany. Dlatego po wprowadzeniu stanu wojennego nie zostałem internowany. Nawet najbliżsi moi znajomi dziwili się z tego powodu, dlatego przez kilka tygodni się ukrywałem. Ale już pod koniec grudnia zacząłem drukować pierwszą książkę w podziemiu. Była to książka pod tytułem „ Spisane będą czyny i rozmowy”. Był to zbiór wywiadów, który autorka podpisała, jako M.P. a była to Maria Paluch de Hernandez. Ukazała się ona w pierwszych dniach stycznia. W pierwszych miesiącach po wprowadzeniu stanu wojennego groziło za to około dziesięciu lat więzienia.

Krzysztof Budziakowski

***

Czas przed grudniem 1981 był wiosną wolności: bibuła była sprzedawana w Collegium Novum, mogliśmy czytać Miłosza. Podczas spotkania z Ministrem Szkolnictwa Wyższego w Rotundzie dowiedzieliśmy się, że Miłosz dostał Nagrodę Nobla. Jak to możliwe?! Pamiętam, zaczytywaliśmy się wtedy w Herbercie i Miłoszu. Patriotyzm wtedy rozumiałem tak, że trzeba tę wolność wykorzystać jak najlepiej: drukować, publikować, tworzyć, uruchamiać wykłady.

Gdy wybuchł stan wojenny, patriotyzm był wtedy kojarzony z poczuciem nadziei. Gdyż wśród nas panowało przytłaczające poczucie klęski. Ta beznadziejność, którą wtedy czuliśmy zaczęła się wdzierać w normalne życie. Dali nam oddychać przez 16 miesięcy po to, żeby nam odebrać wszystko w jeden dzień? Myśleliśmy, że tak będzie zawsze.

Zależało nam na prawdzie a żyliśmy w takim państwie, w którym za mówienie prawdy byliśmy bici i karani. Nie mogliśmy tego znieść. Na przykład brak dostępu do rarów,  to było bardzo dotkliwe, wiedzieliśmy, że prawda jest, ale nie możemy do niej dotrzeć, a w zamian, jesteśmy karmieni fałszem.

Na filozofii byłem świadkiem takiego precedensu, który odcisnął na mnie głęboki ślad.
Każdy słuchacz pod koniec studiów miał przygotować wykład na dowolny temat. Mój kolega M. Ciesielczyk przygotował wykład na temat Katynia. Nie dostał jednak zgody na jego wygłoszenie. Jednak wygłosił go w Żaczku. Został za to ukarany dyscyplinarnym zawieszeniem w prawach studenta. Odwołał się. Przeprowadziliśmy procedurę zgodną z regulaminem studiów. Powołaliśmy obrońców.  W lokalu ZSP odbył się „sąd” przyszło tyle ludzi, że nie mogli się pomieścić. Rozprawa była na temat: czy mógł ten wykład wygłosić czy też nie. W PRL nie można było mówić prawdy. Do tej pory jest to dla mnie druzgocące, jak można bać się prawdy? Robiliśmy zatem co tylko się dało, żeby tę prawdę znaleźć. Dla mnie oznaczało to: jak najwięcej czytać, jak najwięcej publikować, organizować bibułę. (…)

W stanie  wojennym, pod koniec grudnia, skontaktowałem się z moimi kolegami Między innymi Andrzejem Nowakiem i Andrzejem Waśko. Postanowiliśmy rozpocząć działalność podziemną w strukturach NZS i Solidarności. Naszą grupę nazwaliśmy Radą Programową NZS w Krakowie. Skontaktowaliśmy się z Janem Rokitą, który dał nam namiary na szefostwo podziemnego NZS (Marek Lasota, Adam Kalita) To z nimi uzgadnialiśmy nasze działania, i któremu składaliśmy co jakiś czas raporty i opracowania. Ja oprócz tego współpracowałem z podziemną Solidarnością. Pierwszą kwestą o jaką zadbaliśmy, to było opracowanie formy naszych działań w oparciu o zasady konspiracji.

Opracowaliśmy systemy łączności między nami, sposoby przekazywania pisemnych wiadomości, lokalizacje skrytek, systemy szyfrowania raportów, zasady ochrony naszych współpracowników, a nawet drogi ucieczki w niektórych miejscach Krakowa.

Redagowaliśmy czasopismo Tędy, które było kontynuacją pisma społeczno- kulturalnego Bez Tytułu. Jednak w Tędy  ze względu na bezpieczeństwo nie występowaliśmy jawnie. Wyszło 5 numerów tego pisma.

Uruchomiliśmy sześcioosobowe grupy samokształceniowe, które spotykały się na wykładach i seminariach z wykładowcami historii, filozofii i literatury.(…)

Te seminaria szybko się rozrosły. Postanowiliśmy powołać podziemny uniwersytet. 1981 roku rozpocząłem studia doktoranckie na UJ, zacząłem wówczas tworzyć siatkę ludzi w „strukturach” wolnego Uniwersytetu. Wykłady to była podstawa. Jeśli mamy coś robić, to musimy najpierw wiedzieć, musimy na czymś budować. Na początku nadzorowałem te struktury. Były osoby odpowiedzialne za poszczególne wydziały: na polonistyce, na historii, na filozofii i na rusycystyce. Odpowiedzialnym za struktury na historii, potem prowadzącym tajne wykłady był Janusz Kurtyka. Tych grup było coraz więcej. Z czasem rozszerzyliśmy działalność na Akademię Medyczną, odpowiedzialnym za tę strukturę był Bogdan Klich.  Wykładali doktoranci, doktorzy i Profesorowie z UJ, a na ogół ci sami, którzy wykładali na Chrześcijańskim Uniwersytecie Robotniczym. Wśród nich byli między innymi prof. Ryszard Terlecki. (…)

Oprócz tego udało nam się zorganizować kilka spektakli teatru podziemnego. Grali aktorzy z Teatru Starego. Tematyka przedstawień był ściśle patriotyczna. Recytowane były wiersze poetów polskich Barańczaka, Herberta, Miłosza. Pamiętam taki epizod, którego nie zapomnę do końca życia. Była to próba generalna, grało 4 aktorów, w mieszkaniu prywatnym i na „ widowni” byłem tylko ja, całkiem sam.


Z czasem postanowiliśmy  dokonać zaprzysiężenia w naszej grupy zrzeszonej w Radzie Programowej. Janusz Kurtyka, zobowiązał się do przygotowania roty przysięgi. Tekst był wzorowany na przysiędze składanej przez żołnierzy Armii Krajowej w czasie wojny.

Pamiętam, że był to zimowy wieczór, spotkaliśmy się Instytucie Filozofii UJ przy Grodzkiej 52. Jako szef grupy odbierałem przysięgę od moich kolegów. „W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny, Królowej Korony Polskiej, przysięgam być wiernym Ojczyźnie mej, Polsce, stać nieugięcie na straży Jej honoru i o wyzwolenie Jej z niewoli walczyć ze wszystkich sił, aż do ofiary życia”.[4] Mimo, że byliśmy młodzi, traktowaliśmy poważnie słowa przysięgi. Do dziś ze wzruszeniem wspominam to wydarzenie.


Około marca 1982 roku uruchomiliśmy FIS – Fundusz Inicjatyw Społecznych, zadaniem którego było organizowanie pomocy dla artystów, naukowców, ludzi kultury. Zgłaszaliśmy do Biskupiego Komitetu Pomocy ludzi wyrzuconych z pracy,  pozbawionych środków do życia, a także rodziny osób internowanych. Otrzymane stamtąd środki zanosiliśmy potrzebującym.


W stanie wojennym szczególnego wymiaru nabierało świętowanie rocznic. Pamiętam 3 maja 82 miała miejsce demonstracja, która została „ostro spałowana”.

13 każdego miesiąca, jeździłem do Nowej Huty po informacje do serwisu informacyjnego. Było to niebezpieczne, gdyż odbywały się tam liczne demonstracje.

17 lutego 82 r. Rocznica rejestracji NZS u : Zrobiłem tabliczkę z grubej tektury. Z kwiatami i ze zniczem poszliśmy na Grodzką. Były łącznie chyba 4 osoby. Za niecałą godzinę UB zlikwidowało tablicę.

Pamiętaliśmy też o Staszku Pyjasie. Od Jego śmierci bojkotowaliśmy wszystkie Juwenalia, bo zginął wtedy nasz kolega- student.

Krzysztof Gurba

***

 

W 1981 miały miejsce dwa strajki. Uczestniczyłem w obydwu. W lutym, chodziło o zare­jestrowanie NZS, a w listopadowo-grudniowym, protestowaliśmy przeciwko zmianom w ustawie o szkolnictwie wyższym. W czasie tego drugiego byłem szefem biura strajku (siedziba w Collegium Novum), odpowiedzialnym za jego organizację. Strajk zakończył się tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego. W nocy 11 grudnia miało miejsce spotkanie czterech lub pięciu jego członków z rektorem prof. Józefem Gierowskim, po któ­rym podjęto decyzję o rozwiązaniu strajku. W rozmowie z rektorem uczest­niczyli: Jan Rokita, Krzysztof Dawidowicz i ja. Wszy­scy byliśmy członkami komitetu strajkowego. Rektor uznał, że wobec napiętej sytuacji w kraju kontynuacja strajku naraża uczel­nię oraz samych studentów na niebezpieczeństwo. Planowo, 14 grudnia studenci mieli wrócić na zajęcia.

O stanie wojennym powiadomiły mnie: Dorota Koczwańska i Magda Zalewska. Byłem wtedy w moim mieszkaniu przy ulicy Krowoderskiej 71. Natychmiast zabrałem parę niezbędnych rzeczy i opu­ściłem mieszkanie, przekonany, że będą chcieli mnie internować. Ukrywałem się około trzech tygodni w mieszkaniu mojego przyjaciela Janusza Kaczorowskiego, przy ulicy Mazowieckiej. Cały czas miałem kontakt z ukrywającym się Markiem Lasotą i Jankiem Rokitą. Łączniczką między nami była Dorota Koczwańska.

Jan Rokita został zatrzymany przez SB 23 stycznia 1982 troku. Kilkanaście dni po tym wydarzeniu w moim mieszkaniu przy ulicy Krowoderskiej odbyło się spotkanie: Wiesławy Sotwin, Marka Lasoty i Andrzeja Kaczmarczyka. Warto dodać w tym miejscu, że na przełomie 1981 i 82 roku Janek Rokita wraz z kilkoma osobami, między innymi Bogdanem Klichem utworzyli Studencki Komitet Obrony Demokracji. Po styczniowych aresztowaniach SKOD praktycznie uległ rozpadowi. Rozważaliśmy kontynuacje tej struktury. Jednak rezultatem naszych rozmów była decyzja o utworzeniu nowego organu pod nazwą: Krakowska Komisja Wykonawcza NZS. W jej skład weszli: Marek Lasota, Andrzej Kaczmarczyk, Tadeusz Maranda, Krzysztof Karowski i ja.

Zaraz po utworzeniu KKW NZS przekazaliśmy o tym wiadomość na zachód, informowało o nas Radio Wolna Europa. Nawiązaliśmy też kontakty z ukrywającymi się członkami kierownictwa małopolskiej Solidarności. W kwietniu 1982 r. spotkałem się ze Stanisławem Handzlikiem członkiem Regionalnej Komisji Wykonawczej NSZZ „Solidarność". Pamiętam, spotkanie odbyło się koło Wawelu, nad Wisłą. Ustaliliśmy też formy przyszłych kontaktów, miały one odbywać się za pośrednictwem Pawła Studnickiego. Do następnego spotkania z Handzlikiem nie doszło, bo został internowany. Odbyło się też spotkanie z przedstawicielami RKW Małopolska w lipcu 1982 w mieszkaniu na Mazowieckiej. Jego celem było szczegółowe omówienie współpracy pomocy internowanym i współpraca wydawnicza.

Nawiązaliśmy również kontakty z Wyższą Szkołą Teatralną, Politechniką Krakowską, a także z AGH, jednak ta ostatnia działała sprawnie samodzielnie. Staraliśmy się organizować niezależną działalność edukacyjną dla szkół średnich. Tomek Szewczyk, przez siostrę, nawiązał kontakty z licealistami, zorganizowaliśmy kilka wykładów dla tych szkół. Prowadzącymi byli studenci z polonistyki UJ.

Natychmiast po powstaniu KKW NZS zaczęliśmy wydawać własne pisma. Wydaliśmy trzy numery Mimo wszystko plus dodatek specjalny. W redakcji byli między innymi: Wojciech Raduchowski i Wojciech Pazdur.

W czerwcu zaczęliśmy wydawać Serwis Informacyjny PAPSS. Pismo przygotowywał  Krzysztof Gurba, Lech Sadowski, Ludwik Stasik, współpracował z nimi Tomasz Szewczyk i dorywczo Barbara Niemiec.

       Próbowaliśmy animować działania kulturalne. Zorganizowaliśmy trzy przedstawienia teatru podziemnego, nawiązywał on do tradycji teatru rapsodycznego. Przedstawienia odbyły się w mieszkaniach prywatnych ( jedno u mnie na Krowoderskiej, dwa kolejne w mieszkaniu wynajmowanym przez Magdę Zalewską i Dorotę Koczwańską na Białym Wzgórzu). Wystawiane były fragmenty Dziadów, poezja Herberta i wiązanki wierszy patriotycznych. Aktorami byli artyści scen krakowskich, przede wszystkim Teatru Starego. W pierwszym spektaklu uczestniczyli studenci, w następnych także przedstawiciele struktur podziemnych Krakowa (wśród nich Adam Zagajewski i Lesław Maleszka) oraz Nowej Huty.

Uczestniczyliśmy także w różnego rodzaju protestach i akcjach strajko­wych na uczelni. 13 maja 1982 r. współorganizowaliśmy manifestację na Rynku Głównym, którą rozpoczęła Msza Świętą w Kościele Mariackim. Akcja zakończyła się pałowaniem demonstrantów przez ZOMO. Po tym zajściu uznali­śmy, że tego typu aktywność zagraża naszej strukturze, gdyż ZOMO mogłoby wyłapać najlepszych działaczy.

We wrześniu 1982 r. w rocznicę wiecu założycielskiego NZS w Collegium Broscianum położyliśmy na dziedzińcu tablicę, upamiętniającą to wydarzenie. Akcję tę organizował Paweł Zechenter, uczestniczyli ponadto Ma­rek Lasota i Anna Smolarczyk.

Współpracowaliśmy także z zorganizowanym przy Kurii krakowskiej Arcy­biskupim Komitetem Pomocy Więźniom i Internowanym. Organizowaliśmy zbiórki pieniędzy na pomoc rodzinom represjonowanych, załatwialiśmy paczki dla aresz­towanych. Mieliśmy stały kontakt z panią Ewą Miodońską.

Adam Kalita

***

W listopadzie 1981r. rozpoczął się strajk. Trwał całe cztery tygodnie. Był protestem przeciwko zmianom jakie proponował minister Górski. (…)Strajk rozwiązano 12 grudnia w Sali 26 w Collegium Novum, na dzień przed wprowadzeniem stanu wojennego.

Po zakończeniu strajku byłem w domu, kolega przyszedł, poinformować mnie co się dzieje. Naiwnie sądziliśmy, że będzie strajk okupacyjny. Poszliśmy pod Collegium Novum, jednak tam nie działo się nic. Chcieliśmy ustalić co robimy dalej. Szukałem kontaktów. W styczniu 82 roku trafiłem do grupy Adama Kality, Marka Lasoty i Tadeusza Marandy. Tak zaczęła się moja działalność w podziemiu. Pierwszym zadaniem jakie miałem do wykonania było: pojechać do Warszawy, aby zawieźć trochę bibuły, Biuletyn Solidarności, Hutnika, w zamian miałem przywieźć matrycę Tygodnika Mazowsze w celu zmylenia bezpieki. Chcieliśmy, żeby nie wiedzieli co jest u nas drukowane. Miałem to wszystko pod podpinką w kurtce, bo nie chciałem mieć torby. W Warszawie byłem umówiony, zgodnie z zasadami konspiracji  kontaktowaliśmy się za pomocą haseł. Udało się przywieźć matryce do Krakowa, zaniosłem ją do Adama Kality.

Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że komuna ma wszystkie media. Jedynym wolnym głosem była zagłuszana Wolna Europa i Głos Ameryki. Staraliśmy się współtworzyć podziemne wydawnictwa. Współpracowałem z Podziemną Agencją Prasową, choć nie znałem jej struktur, ze względu na bezpieczeństwo. Serwis Informacyjny Podziemnej Agencji Prasowej było to czasopismo ściśle informacyjne, zawierało serwisy z różnych punktów kraju. Na przykład  o osobach represjonowanych i internowanych , relacje z manifestacji itp. Wyszło kilkanaście numerów.

 Każdego 13 dnia miesiąca była manifestacja w Nowej Hucie, i w centrum miasta. Najczęściej chodziliśmy na Mszę na Wawel i stamtąd na Rynek. Zazwyczaj „ spotykaliśmy” się z ZOMO w połowie Grodzkiej. Było tak, że czasem nas mocno zbili, czasem kogoś zamknęli. Ale chyba ze względu na młody wiek nie odczuwaliśmy strachu. Takie manifestacje odbywały się też 3 maja i 11 listopada.

Tomasz Szewczyk

 

Studiowałem na początku na Politechnice w Warszawie. Jednak w 1981 roku wróciłem do Krakowa. Tutaj zaskoczył mnie stan wojenny. (…)Wprowadzenie stanu wojennego było dla nas wypowiedzeniem wojny Jaruzelskiego przeciwko Narodowi Polskiemu. Było dla nas bardzo bolesne, że Ludowe Wojsko Polskie próbowało dławić myśl patriotyczną. A wojsko przecież miało bronić Polski! Z tego uczucia zrodził się ruch Wolność i Pokój, który nie pozwalał na utrwalenie socjalizmu. Ludzie z NZS u byli inicjatorami WiPu (…)31 grudnia 1981r. zostałem ostatnim skazanym w stanie wojennym. Wypuszczono mnie przed pielgrzymką Papieża .Po 1981 każdy był porażony stanem wojennym, opór był masowym oporem. Mieliśmy wsparcie dla działalności konspiracyjnej w niemalże każdym domu. Ukrywanie się w tamtym okresie nie było problemem.

Grzegorz Surdy



[1] Mimo wszystko, Krakowska Komisja Wykonawcza NZS 1/1/82. 442409 III RARA/ zbiory FCDCN.

[2] Mimo wszystko, Krakowska Komisja Wykonawcza NZS 1/1/82. 442409 III RARA/ zbiory FCDCN.

[3] Oświadczenie KR RO NZS z dn. 27.11.1984 r.

[4] Dokładny tekst przysięgi zaczerpnięty został z artykułu Krzysztofa Gurby …aż do ofiary życia, [w:] Biuletyn IPN, Numer Specjalny (112-113) 2010, s. 31.

Ogrody Zimowe, Szkło Architektoniczne, tarasy, elewacje drewniane, oranżerie, werandy, przeszklenia wintegarden

drewniane okna i drzwi pasywne, panele elewacyjne, certyfikat passive house